Żegnaj Ideale!
Panna0ceanna się zmienia.
Do tej pory ciągle dążyła do ideału.
Idealnie posprzątany dom.
Idealnie zrobiony i podany obiad.
Wszystko poprane, poprasowane.
Idealnie wypielęgnowany syn.
Idealnie ogarniająca Oceanna była bliska załamania psychicznego.
KONIEC!
W tym całym zamieszaniu, codzienności, nie było czasu dla mnie, albo było go stanowczo za mało.
Goniłam z wywieszonym językiem, by zdążyć skończyć jedną czynność i przejść do drugiej.
Tak więc Maryś, jak odwiedzisz mnie kiedyś, możesz nie zastać wysprzątanego mieszkania, ale za to ja powinnam być pomalowana, ogarnięta, uśmiechnięta.
Będę starała się zachować względny porządek. Obiady- jedynie takie by były na dwa dni.
Jestem zbyt zmęczona byciem idealną. Złoszczę się, jeśli z czymś się nie wyrabiam, przez co chodzę nerwowa. Mąż obrywa za wszystko, bo muszę się na "kimś" wyładować. Muszę wrzucić na luz.
Nie Antek jest tu "powodem" moich zmian. Ja powinnam zmienić swoje poczynania, dawno temu. Na dłuższą metę, nie da się być sprzątaczką, kucharką....
Deska do prasowania stoi? A nich stoi. Póki się o nią nie zabije, będzie stała. Trudno.
Jest wiele innych przyjemności, jakie mogę robić.
Bawić się z dzieckiem.
Malować paznokcie.
Wybalsamować caaaałe ciało.
Wziąć dłuugi prysznic.
Poczytać książkę.
Zadzwonić do mamy/babci/teściowej/koleżanki.
Wyjść na spacer.
Porozmawiać z Mężem.
Pogrzeszyć ^^.
Przespać się.
Obejrzeć Film.
....
Czy Wy też za bardzo chciałyście być perfekcyjne? Też pozmieniałyście dotychczasowe obowiązki, bo Was to przerosło?
![]() | ||||||||
Polecam Wam, pyszną zupkę gulaszową. Wczoraj zrobiłam. Z przepisu Okrasy. |
Będę częściej wrzucała przepisy dań, które serwuje w swoim domku. Zwykle będą to potrawy na dwa dni.
![]() | ||
I przepisik ;) |
![]() | |
I piękne zdjęcia na koniec ;) |
Ja lubię mieć wszystko zrobione, w mieszkaniu i ze sobą :) nie chciałabym z niczego rezygnować, tak mi dobrze :)
OdpowiedzUsuńJa też to uwielbiam. Czuję wtedy spokój i jest mi dobrze. Czasem jednak muszę odpuścić. Muszę nauczyć się żyć z tym, że czasem może być mały bajzel i nie powinnam z tego powodu płakać i wpadać w szał. ;]
UsuńA ja tam olewam, jak mam ochotę to posprzątam - jeśli nie mam ochoty nie robię tego. Obiad ugotuję zawsze, tak wyniosłam z domu, ale co w moim mieszkaniu to moja sprawa i nie dążyłam nigdy i nie będę do tego by być idealną praczką,sprzątaczką czy kucharką. Jak D przeszkadza bałagan - to niech posprząta również tu mieszka, jeden dzień czy dwa nieporządku nikomu nie zaszkodziło ;)
OdpowiedzUsuńTakże, Asia 3mam kciuki w postanowieniu. Pamiętaj, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko :)
Dokładnie.
UsuńNie chodzi mi o zaprzestanie wszelkich czynności domowych, o życie w skrajnym brudzie i syfie. Chodzi o to, że jeśli przez dwa dni nie posprzątam, to świat się nie zawali. Jeśli nie wyprasuję ubrań w poniedziałek, a zrobię to we wtorek, to nikt mi głowy nie utnie. Mogę trochę odpuścić, złapać oddech, nie gnać, pędzić. Powoli, pomału,wspólnie z Arkiem ogarnie się wszystko ;)
Ja w ogóle nie prasuję, wiesz jak to życie ułatwia? :D
UsuńJa prasuje rzeczy Antałkowe, koszule Arka i kilka swoich ubrań, które tego wymagają :-)
UsuńA ja Cię popieram :) Też zmieniłam swój plan dnia , porządkowo-obiadowy w momencie pójścia córki do przedszkola i mojego d pracy. I tak jakoś mi lepiej :) Teraz ponownie urlop wychowawczy a plan ten sam :) I znajdzie się czas na ogarnięcie poranne mieszkania i na spacer i na rozmowe na gg i na ugotowanie obiadu ;)
OdpowiedzUsuńNa rozmowe na gg proszę mieć zawsze czas!! :-) :-) :-)
UsuńSuper! Masz zdecydowanie świetne i zdrowe podejście.
OdpowiedzUsuńMy- Matki- Polki musimy w końcu pomyśleć też o sobie.! :)
Pozdrawiam.
:-)
UsuńChoć tu nie chodzi o Antałka, powimnam to zrobić już dawno temu. :-)
Też uczę się odpuszczać, wartościować co ważne a co niezbyt. Czasami cos mi przeszkadza, że doprowadza mnie do placzu innym razem jest obojętne - podejście rzeczywiście dużo zmienia, ja odpuściłam wiele jak zaszłam w ciążę, w prawdzie trochę inne rzeczy bo pracę i zaangażowanie w nią ale jest mi z tym dobrze jak Tobie z odpuszczeniem idealnego domu :)
OdpowiedzUsuńDokładnie, odrobina egoizmu i znalezienie czasu dla siebie, jest potrzebne ;)
UsuńTak trzymaj:)))))))))))))
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że doszłaś do sensu życia i opamiętania. Muszę przyjść na szkołę do Ciebie :( Znam to o czym piszesz. Nie umiem, ciągle mam presję. Wiele tracimy, zbyt wiele. Norwegia jest dla mnie wyzwaniem :) 400 m 2 + ogród zamieniam na 45 m 2 bez ogrodu. Będę miała czas i szczęście i opamiętanie. Ślicznie i wspaniale.
OdpowiedzUsuńDuży chłopiec :*
Zapraszam! Mamy jeszcze niespełna dwa tygodnie by nauczyć się tego ;)
UsuńJa też chciałam być taka uporządkowana jak przed pojawieniem się Krzysia, ale po jakimś czasie się poddałam. Odpuściłam przede wszystkim sprzątanie no i z gotowaniem też jest róznie - kupuje gotowe surówki, jemy czasem coś z gotowców, ale staram się coś tam zrobic raz na jakiś czas, bo przecież karmię.. najbardziej mnie wkurza, że odpuszczam też dbanie o siebie, a obiecałam sobie, że tego nie będę zaniedbywać. Ale teraz jakoś zmieniły mi się priorytety...
OdpowiedzUsuńu mnie jest to tak, że pojawienie się Antałka, owszem trochę zmieniło, ale jest on generalnie grzecznym dzieckiem, więc mam czas na wszystko. Zajmuje się jednak cały czas czymś innym- porządkami itd. a nie sobą. Tak samo było w ciąży, albo i przed ciążą. Pracowałam, wracałam z pracy sprzątałam, prałam, często robiłam obiad na drugi dzień ( żeby było szybciej- przychodziliśmy z pracy i jedliśmy w 10 minut, a nie czekałam aż zrobię), a później padałam na twarz ze zmęczenia. A dla siebie zero czasu..
UsuńCzas to trochę, zmienić ;)
Tak tak! Nie da się być perfekcyjną we wszystkim - a po co się urabiać po łokcie? Szkoda na to życia.. Wiadomo, że z małym dzieckiem jest trudniej, bo dochodzą nowe obowiazki, a doba się dziwnie skraca. Ja już jakiś czas temu odpuściłam.. Sprzątam tylko na tyle, by nie można się było o nic zabić, a młoda nie połknęła jakiegoś drobnego przedmiotu znalezionego na podłodze ;)
OdpowiedzUsuńJa wracam do taktyki, kiedy to jeszcze mieszkałam z moimi rodzicami.
UsuńRaz w tygodniu, porządne sprzątanie- dokładne. Będzie ono w piątki.
Odkurzanie co 2 dzień ( póki Antałek nie chodzi- bo wtedy codziennie), co 2 dzień też mycie podłóg.
Koniec ;)
Asiu, jak mądrze:D Ja miałam tak samo - chciałam żeby wszystko, absolutnie wszystko było idealnie. niestety, cel osiągałam bardzo, bardzo rzadko, więc przewartościowałam swoje wartości i ta dam: porządek tylko w pieluszkach;)
OdpowiedzUsuńNa wszystko trzeba znaleźć czas, trzeba umieć się zorganizować a nie biegać z wywieszonym językiem i być sfrustrowanym człowiekiem:D Ja Cię jeszcze nauczę:)
A porządek? Oj lubię, lubię bardzo, ale nie umiemy się dogadać;)
Jaaaa, moja twaaaarz:D Patologiczny odrost;)
Będziesz mnie szkolić z nauczeniem się tego plus nauczysz mnie motania ponownie ;P
Usuń;)))
Obiady na dwa dni - będę tu wpadać :D A co do obowiązków...dobrze, że wrzucasz na luz. Ja też lubię gdy jest czysto, pachnąco, wprasowane, poukładane ale nie za wszelką cenę. Bo można oszaleć. Trzymaj się :)
OdpowiedzUsuńhehehe- bez obiadów na dwa dni- by się nie dało rady u mnie ;D Czasem jest coś na jeden dzień- ale to bardzo, bardzo, bardzo rzadko ;)
UsuńNo nareszcie Asiu! Cieszę się, że zrozumiałaś, że nie da się wszystkiego robić wspaniale, bo to wcale nie daje szczęścia. Szczęście to chwile, które spędzamy tak jak lubimy z tymi, których kochamy! Nie daj się zwariować, jesteś dobrą mamą, żoną i gospodynią, nawet jeśli nie idealną ;) Nie zapominaj o tym!
OdpowiedzUsuń;*
UsuńJa już dawno odpuściłam wolę mieć pomalowane paznokcie niż posprzątany pokój :P Trafiłam przypadkowo z bloga nie anielicy :) widzę żeś młoda matka - ja też (mojej Zośce leci 12 tydzień) :) zaczynam więc obserwować. Zapraszam do siebie www.femalina1986.blogspot.com
OdpowiedzUsuńJuż lecę oglądać ;)
Usuńja kocham porzadek,ale czesto nie mam na to czasu. procz dziecka pracuje tez zawodowo,wiec mi ciezko czasem. sprzatam raz na tydzien gruntownie,a reszta na biezaco. jak porownam jaki mialam pedantyczny dom przed pojawieniem sie synka... czasem bajzel mnie wkurza zabawki mojego szkraba sa wszedzie,doslownie. ale nie da sie zrobic wszystkiego,wiec czasem mamy bajzel:P bo czas dla siebie i odpoczynek trzeba muec,a nie czas dziennej drzemki malucha przeznnaczac na porzadki.. lepiej polizyc sie,wziąc ksiazke....:-))) pozdrawiam:-)))
OdpowiedzUsuńDzięki Bogu, że doszłam do tych wniosków, przed chorobą, bo teraz zamiast leżeć i pić ciepłe herbatki, to latałabym ze szmatką i wycierała kurze ;P
UsuńOj mój perfekcjonizm szybciutko został po urodzeniu misiaków zastąpiony artystycznym nieładem hehe. Taaak, coraz częściej zdarza mi się robić wszystko na ostatnią chwilę i wcale się tym nie przejmować :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko! I zapraszam do nas w odwiedziny
Już zerkam do Ciebie ;)
UsuńOj tak, na początku "bycia mamą" myślałam, że wszystko się przecież jakoś poukłada, że kto, jak nie ja, sobie ze wszystkim poradzi. Nie udawało się, a frustracja narastała. Trochę czasu mi zajęło, by zrozumieć, że nie muszę być ideałem. I stałam się dużo spokojniejsza i szczęśliwsza. Bardzo cieszę się, że doszłaś do podobnego wniosku. Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuńI mi jest z tym lepiej ;)
Usuń